Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest pn, 01 marca 2021 07:15:13

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
PostWysłany: czw, 24 stycznia 2019 16:08:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 15:53:29
Posty: 14455
Skąd: wieś
Obejrzałem Exterminatora. :)
Zdziwiłem się, że tak dużo znam z listy Craziego.

_________________
Youtube


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 06 kwietnia 2019 13:52:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
sob, 22 czerwca 2013 11:27:05
Posty: 2582
Skąd: z lasu
W tym roku byłem na ,,Zabawa ,zabawa'', potem Kogel Mogel 3, a niedawno bo 22 marca na,, Kurierze''. Ciekawe co jeszcze ciekawego będzie.

_________________
,,Tak dużo, tak mocno
Nie pytaj już
Nie pytaj
Tak dużo, tak mocno ''


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 18 sierpnia 2019 11:57:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 23157
W filmowym podsumowaniu roku napisałem ongiś o filmach...:

Cytat:
... które wszystkie momentami wydają mi się na *****, ale zastanawiam się, czy jednak nie ****1/2
(...)
Grand Budapest Hotel - wizualnie i fantazjonalnie na pewno pięć, ale czy aż...?


No, jak oglądam sobie np. takie coś:

phpBB [video]


i przypominam sobie ten film, to od razu mi się chce dać te pięć!
Ewidentnie trzeba obejrzeć drugi raz.

Tymczasem podobne dylematy wystąpiły już w kwietniu 2014 roku...

Pet pisze:
"Grand Budapest Hotel" obejrzany. Polecam gorąco.
Niesamowita historia, pastiszowo/nierealna narracja, wyborny Ralph Fiennes + zastępy gwiazd w rolach epizodycznych (np. Harvey Keitel jako grypsujący wyrokowiec!), a do tego pyszne kadry i zdjęcia. Jaki to gatunek? Dramat? Komedia? Kryminał? Wszystkiego po trochu. O czym jest ten film? Jak dla mnie to hymn pochwalny na cześć belle époque, ale jak ktoś się nie zgodzi, to nie będę się kłócił.

* * * * 1/2


pilot kameleon pisze:
The Grand Budapest Hotel (2014), reż. Wes Anderson

****1/2


Lecz już chwilę później...

Pet pisze:
nawet i brakującą połówkę byłbym gotów dorzucić

pilot kameleon pisze:
w sumie to dobrze prawisz...



Strasznie to był fajny film!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 31 grudnia 2019 01:03:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 23157
Czas na kolejny rok.
Tradycyjnie w tym wątku nie będę podsumowywał tegorocznych produkcji (choć w tym roku będą one dominować i to w wysokich rejonach), tylko filmy, które obejrzałem w minionym roku i zrobiły na mnie największe wrażenie.

Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony kinowo, zwłaszcza z drugiego półrocza. Ogółem z zapisków wychodzi mi, że byłem w kinie 31 razy, co jakoś napawa mnie optymizmem, choć nie jest to może wielki wynik :-) Najbardziej optymizmem napawa mnie fakt, że obejrzałem w tym roku naprawdę bardzo dużo znakomitych nowych filmów i to z różnych krajów.

W kategorii FILM ROKU musi jednak wygrać rzecz starsza, którą w tym roku obejrzałem po raz pierwszy - i zaraz potem drugi!

Obrazek

Tak, to Interstellar.
Obejrzany w pierwszej połowie roku film zrobił na mnie wrażenie ogromne niczym ta fala w FENOMENALNEJ scenie na planecie, którą zalewa tsunami... w ogóle pod względem wizualnym ten film jest jakimś odlotem całkowitym i nie chodzi tu o żadne efekty specjalne czy pejzaże. To są kadry najwyższej urody, które zostały we mnie na dobre - prawdziwe filmowe ikony wręcz! Samą wizualną formą film ten oddziałuje bardzo silnie i na wyobraźnię, i na emocje, a jeszcze obrazy zasilane są doskonałą muzyką. Ale gdyby ktoś się obawiał, że to tylko kosmiczne obrazki, to muszę powiedzieć, że zarówno myśl, przesłanie tego filmu, jak i jego pokręcone fantastyczno-naukowe koncepcje, naprawdę dają do myślenia, a nie brakuje też pięknych scen kameralnych, jak ta, gdy pozostawiony na statku towarzysz starzeje się niebotycznie, gdy tamci walczą z grawitacją, no i oczywiście ta scena, rozdzierająca zupełnie i to nie łzami aktora, lecz całą nagromadzoną w niej tęsknotą, poczuciem straty, bezradności...

Obrazek


---

Muszę jednak powiedzieć, że byłbym nieuczciwy, gdybym w tym roku nie przyznał głównej nagrody egzekwo. Można to zrobić tym bardziej, że to drugie nie filmem jest, lecz serialem. I ponownie przybywa wielka fala:


Obrazek

... żeby zatopić Warszawę i cały nagromadzony w niej brud.

Ślepnąc od świateł zawojowało mnie całkowicie. Od dawna, bardzo dawna, żaden tekst kultury nie wdarł mi taką ilością tekstów i skojarzeń do codziennych sytuacji - mogę powiedzieć, że choć to tak świeże doświadczenie, wszystko wskazuje na to, że jest to dla mnie prawdziwy film kultowy (którego to terminu używam niniejszym jako dyplomowany magister - dla przyjaciół Megi - który pisał pracę właśnie o tym, co oznacza ten wyświechtany i nadużywany termin). Ciekawe, jak to możliwe, że rzecz portretująca coś tak okropnego, odrażającego, tak doskonale osadziło się w mej głowie. Mam nadzieję, że dlatego, że świat przedstawiony tego filmu (jak i książki) są dla mnie czymś tak dalekim i abstrakcyjnym, że mogę sobie na to pozwolić...

Obrazek

Mógłbym tu wkleić dziesięć kadrów i napisać sto peanów, ale powiem tylko, że niewątpliwie nic filmowego nie zrobiło na mnie takiego wrażenia,
jak szósty odcinek Ślepnąc od świateł. I tylko ten wiatr...

--

A dalej:

A.
Filmy znakomite, idące w kierunku pięciu gwiazdek - co najlepsze, w większości są to filmy nowe, które obejrzałem w kinie (wymienię w antychronologicznej kolejności oglądania):

Boże Ciało - porywający film o najważniejszych rzeczach w życiu, jeden z najlepszych polskich i niepolskich ostatnich lat, nie wiem też, czy nie najlepszy dla mnie z grupy A.
Parasite - im więcej czasu mija od obejrzenia, tym bardziej zaczynam czuć się przekonany, że jest to film doskonały. To dość zadziwiające przy filmie, który jakby nie patrzeć, jest filmem rozrywkowym, więc nie chodzi o żadne przemyślenia, które w człowieku narastają... ale coraz bardziej mnie uderza, jak bardzo formalnie jest to majstersztyk!
Ikar. Legenda Mietka Kosza - kolejny świetny polski film, bardzo poruszająca historia, dużo świetnej muzyki a przede wszystkim opowieść o tym, jak ważna może być muzyka jako język, którym można się wyrażać (zwłaszcza gdy inaczej się nie umie).
Ból i blask - film wielkiej klasy; sceny z Banderasem poruszające i zagrane wprost fenomenalnie, sceny retrospektywne przecudnej urody, a ich konkluzja w ostatniej scenie to dla mnie idealne narracyjne wyjście z trudnej sytuacji. Jak nigdy nie lubiłem Almodovara, tak tutaj oddaję honory!
Faworyta - cofamy się do zeszłorocznych Oskarów i ich największego przegranego - a zarazem chyba najlepszego uczestnika. Znowu wizualność jest klasą samą w sobie i najlepszym środkiem do oddania tego, co najważniejsze: mam wrażenie, że mógłbym obejrzeć ten film, nie znając słowa po angielsku, bez tłumaczenia, i zrozumiałbym WSZYSTKO, co trzeba.
Green Book - w przeciwieństwie do Parasite'a jest to film, po którym pierwsze wrażenie było hurrraaa!, a potem jakby zblakło, ale nie aż tak znowu bardzo. Chętnie obejrzałbym znowu, bo ten film naprawdę mnie porwał.

na koniec w tej bardzo satysfakcjonującej grupie jeden film z zaległości, obejrzany na DVD, czyli laureat Złotej Palmy sprzed kilku lat, Ja, Daniel Blake - kino społeczne, tak, ale nie kino publicystyczne, tylko naprawdę o ludziach. Bardzo głębokie, bardzo jednocześnie ciepłe i krytyczne (to trzeba umieć!), a w ogóle to się doskonale ogląda!

Gdzieś na przełamaniu grup A i B muszę umieścić Rzym - pierwszy sezon klasycznego już serialu. Nie podobał mi się aż tak bardzo bardzo, ale bardzo doceniam jego historyczną (nomen omen) doniosłość, musiał być to serial, jak to mówią groundbreaking, no i zostało mi po nim w głowie dużo rzeczy, kadry, twarze... trochę archetypiczny wręcz!

B.
okolice czterech gwiazdek (kolejność nieco przypadkowa):
Truposze nie umierają - brawurowy nowy Jarmusch, wyśmienita zabawa!
Ciemno, prawie noc - kolejny bardzo dobry polski film, ale na pewno nie wyśmienita zabawa ;-)
Iniemamocni 2 - a tu owszem! Sequel po latach godny kto wie, czy nie najlepszego filmu z serii Pixaru i okolic.
Koriolan, czyli współczesne ujecie Szekspira w niezwykłym wykonaniu i reżyserowaniu Rapha Fiennesa. Może powinno być literkę wyżej, ale aż tak mnie nie przekonało - eksperyment bardzo interesujący, ale jednak mocno eksperymentalny ;-)
Obywatel Jones - bardzo dobry film o bardzo ważnym temacie; trochę jak najlepsze amerykańskie filmy o śledztwach dziennikarskich i innych odkrywających bulwersujące sprawy - ale jednak nie amerykański i to widać. I znowu wspaniałe kadry!
Pojedynek - film dwóch aktorów (Michael Caine i Jude Law; reżyseria Kenneth Branagh), i to nie tylko pojedynek, ale wirtuozowski koncert! Przez większość czasu w ogóle rewelacja, ale niestety zakończenie mocno rozczarowujące.
Niezwykłe lato z Tess - bardzo satysfakcjonujący film, który obejrzałem na festiwalu Kino Dzieci ze swoją klasą, takie filmy móc dorastającym dzieciakom pokazywać, to marzenie...
Dzieci ze Snowland - bardzo satysfakcjonujący film dokumentalny, który obejrzałem na festiwalu Kino Dzieci ze swoją Żoną... o dzieciach z ubogich himalajskich wiosek, które poszły do miast, żeby się uczyć, i o ich trudnej wyprawie z powrotem do domu.

I cóż, do kategorii tej - bo gdzie indziej - muszę dodać finałowy sezon Gry o tron. Średnio tu pasuje, bo momentami mógłbym dać go do najwyższej kategorii, a kiedy indziej, do tej najniższej, z rozczarowaniami. Jedne i drugie momenty dość wyraźnie zapadły mi w pamięć i tak jakoś koegzystują. Jednak w całości mówię TAK.


C.
zadowolony jestem również z obejrzenia:

Lewiatan - wydawałoby się, że pasuje co najmniej do kategorii wyżej, ale poza wspaniałym początkiem i końcem nie przekonał mnie aż tak bardzo
Marsjanin - bardzo fajny film rozrywkowy, momentami wydał mi się bzdurny, ale częściej - bardzo pomysłowy (jak sadził ziemniaki! :D)
Baby Driver - i to też bardzo fajny film rozrywkowy, który w momencie oglądania w ogóle był ekstra, ale szybko zapomniałem, o co tam chodziło
te trzy filmy jednak jak na kategorię C wydają mi się wyjatkowo dobre, więc wyboldowałem ;-)

Do tej kategorii muszę też zaliczyć trzy widziane przeze mnie w tym roku filmy omijanego przeze mnie wcześniej (nie celowo) Asghara Farhadiego. Niestety jednak nie stałem się jego fanem. Obejrzałem:
Rozstanie, o którym tyle słyszałem, że arcydzieło - już kiedyś się zetknąłem z większymi fragmentami tego filmu, który jakoś niestety przechodzi obok mnie, choć przecież nie mówię, że mi się NIE podoba.
Klient, który może większe wrażenie na mnie zrobił, ale też irytował mnie chyba jakąś inną oceną sytuacji, niż ja miałem, inną - a dość silnie eksponowaną
i z zupełnie innej beczki, Wszyscy wiedzą - nieoczekiwanie Pers zrobił film europejski, niestety moim zdaniem dość nijaki. Ogląda się bardzo dobrze, ale w ogóle mnie nie poruszył, a zdaje mi się, że miał.

Dalej:
W deszczowy dzień w Nowym Jorku - wakacyjny Allen, z wielką przyjemnością obejrzałem, wyleciało drugim uchem
Yesterday - również wakacyjna przyjemność, pierwotnie podobało mi się wyraźnie mniej, niż Allen, ale z czasem jakby zyskał i się wyrównało
Rocketman - o wiele mniej mi się podobał, niż Bohemian, po prostu mnie nie porwał, ale obejrzałem z zainteresowaniem i przyjemnością
Wesele (Smarzowskiego) - dobra, dość tych wakacyjnych popierdółek ;-) Nadrobiłem zaległość, ale nie zachwyciłem się bynajmniej. Dużo bardzo mocnych akcentów, ale pozostaje na wyraźnie niższym poziomie diagnozy, niż najlepsze filmy Smarzowskiego (chciwość i chlanie i tyle w temacie)
The Old Man & The Gun (Gentleman z rewolwerem) - nieoczekiwanie obejrzany w tv film o zaawansowanych wiekiem panach, którzy obrabiają banki, ze starym Robertem Redfordem w roli głównej. Nie wiem, czy to aby nie najlepszy film w tej kategorii, ale jeszcze nie wiem, wziął mnie kilka dni temu przez zaskoczenie!
Supa modo - kolejny dobry film z festiwalu Kino Dzieci, ale nie aż tak dobry, jak się spodziewałem, że będzie.
I tutaj wpisuję Epizod IX: The Rise of the Skywalker... póki co w każdym razie nie czuję, żebym miał go wrzucać do rozczarowań, choć sam fakt szorowania spodu grupy C nie jest jakiś budujący.
I jeszcze szereg udanych filmów obejrzanych w kinie z własnymi niewielkimi dziećmi:
Szybcy i śnieżni; Hokus Pokus Albercie Albertsonie; Basia 2...

D.
rozczarowania:
Roma - przykro mi, ale potwornie się wynudziłem
Batman początek - kilka smaczków, po których dużo sobie obiecywałem, ale niestety w całości zupełnie NIE
Patton (ten stary, klasyczny, oskarowy) - próbowałem kilka razy, ale zawsze zasypiałem; być może winna była moja kondycja, a filmowi należy się kolejna szansa, ale na razie się nie udało.


Na koniec kilka słów o powtórkach. W zeszłych latach były one bardzo znaczące - rok temu przecież obejrzany po latach po raz drugi Boyhood w ogóle musiałem uznać swoim filmem roku, a dwa lata temu powtórka Mechanicznej pomarańczy zrobiła na mnie wręcz piorunujące wrażenie.
W tym roku miałem dwie świetne powtórki, które podniosły moją ocenę filmów widzianych wcześniej i sprawiły, że zobaczyłem w nich jeszcze więcej, niż wcześniej, choć i wcześniej mi się podobały. To Fuga oraz The Last Jedi.

Poza tym obejrzałem trochę murowanej klasyki, w tym filmów, które zawsze zaliczałem do swoich stricte ulubionych ever, ale jakoś żaden nie trafił w swoją chwilę, bo trochę czuję, jakbym obejrzał je służbowo. Chyba tym razem niczego nowego w nich nie odkryłem. Mówię o rzeczach takich, jak:
Pluton
Powiększenie
Ziemia obiecana
Niebezpieczne związki
Rashomon
Te filmy obejrzałem zatem "służbowo" z dorosłymi córkami, zaś z innymi, mniejszymi dziećmi, odświeżyłem Willowa, Hooka, pierwszych Iniemamocnych i Dzieci z Bullerbyn - wszystkie oczywiście bardzo fajne.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 stycznia 2020 15:10:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 5887
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Wielkie dzięki za tę listę - sporo już obgadaliśmy, ale cieszę się z konkretnej ściągi z sugestiami rzeczy do nadrobienia.

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 01 stycznia 2020 17:08:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 23157
Od razu aneks i to pierwszej istotności:
pisałem, że nie miałem w tym roku szczególnie znaczących powtórek. No to jednak miałem. Wczoraj w ramach Sylwestra czułem, że chcę obejrzeć film i że tym razem nie chcę, żeby to były Gwiezdne wojny, na które tradycyjnie namawiały dzieci (i żona :-)), że potrzebuję czegoś prostego i pięknego. I wpadłem na pomysł:

MÓJ SĄSIAD TOTORO

i pomysł okazał się tak udany, jak mało który pomysł!

Kilka lat temu, w pierwszym wpisie tego wątku, zaliczyłem ten film (wówczas po pierwszym obejrzeniu) do kategorii B. Dziś, po czwartym obejrzeniu, nie mam wątpliwości, że pięć gwiazdek. Film jest pod każdym względem cudowny. Oczywiście wizualnie, czego nie można w żadnym razie zbyć, że to mniej ważne, bo nie wiem, czy wizualnie jakiekolwiek filmy tak mnie zachwycają, jak Miyazakiego; poza tym barwy, pejzaże, to jedno, ale KADRY! Kilka razy wczoraj robiliśmy stopklatkę (siusiu i te sprawy ;-)) i za każdym razem otrzymywaliśmy najwyższej klasy obraz, jak z galerii. Po kolejne - historia. Przy pierwszym oglądaniu miałem wrażenie, że film jest piękny, ale trochę o niczym, kiedyś też oglądałem jakieś zestawienie "best of Miyazaki" (watchmojo czy inne takie), gdzie autor ze świadomością, że postponuje klasyka, umieścił Totoro nisko z tegoż powodu: że właściwie mało ekscytujący jest ten film. Ale nie zgadzam się z tym: patrząc na niego teraz, widzę historię bez fajerwerków, ale niezwykle klarowną, wzorcowo poprowadzoną i wcale nie "o niczym", bo wątek rodzinny jest prosty, ale szlachetny, a wątek fantastyczne wspaniale się z nim komponuje.
Wreszcie chcę się podzielić dowodem ultymatywnym, że to JEST wielkie kino. Od wielu lat jestem przekonany, że kino jest przede wszystkim sztuką wizualną i najlepszym nośnikiem i emocji, i nastroju, i znaczeń, i historii są w filmach środki wizualne: odpowiednie zbliżenie, kompozycja kadru, spojrzenie aktora, rodzaj oświetlenia, barwy, odpowiednio dobrane detale itp.itd. Poniekąd wzorcem są dla mnie klasyczne filmy nieme. I oto oglądamy Totoro z dziećmi, lat 4 i 7, po japońsku, z angielskimi napisami, których one jednak nie umieją jeszcze odczytać. I oni (a już zwłaszcza siedmiolatek) wszystko, co ważne rozumieją. Nie tylko że mają uciechę z oglądania, bo to można mieć również niczego nie rozumiejąc. Ale naprawdę komentarze podczas filmu wskazywały jednoznacznie, że nic istotnego nie umknęło ich uwadze, a wszystko wnioskowali z obrazu, może ze trzy razy króciutko wytłumaczyliśmy im jakiś moment, tak jak w filmie niemym znajduje się raz na jakiś czas plansza z tekstem (głównie tam, gdzie i w samym filmie pojawił się tekst pisany, w listach do mamy i w telegramie ze szpitala). To jest dla mnie naprawdę dowód na to, jak silnie oddziaływuje ten film swoim obrazem. Prostota, klarowność - klasycyzm w najlepszym tego słowa rozumieniu.

Przy okazji apel rodzicielski: oglądajcie ze swoimi dziećmi filmy w oryginale! Naprawdę, jeżeli film jest dobry, to musi bronić się bez gadania, a jeżeli chodzi o filmy po angielsku, to zysk edukacyjny jest przy okazji bezsporny (oczywiście oglądanie Miyazakiego w innym języku, niż japoński, byłoby dla mnie ogromną stratą dla klimatu filmu, więc akurat tutaj nie namawiam). Warto tylko zacząć, kiedy dziecko jest w takim wieku, że bardziej przyjmuje, a nie kontestuje to, co mu podsuwacie. Nie chodzi o jakieś tam impulsywne okrzyki protestu: wiadomo, że jak puścicie dziecku w oryginale coś, co zna po polsku, to będzie automatyczny protest, ale (w przypadku mniejszego dziecka) po paru minutach zapomni i się wciągnie. W przypadku większego niestety może łacno wzruszać ramionami i pójść do swojego pokoju pykać na telefonie.

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 06 stycznia 2020 06:59:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 26 maja 2006 19:29:43
Posty: 6667
Pod kątem ISTOTNOŚCI moja lista mogłaby mieć nawet 1000 pozycji i na każdej byłby...

JOKER

_________________
http://freemusicstop.com


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pn, 13 stycznia 2020 21:19:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 11 lutego 2009 23:19:00
Posty: 1452
Skąd: Warmia/Poznań
Crazy pisze:
Filmy znakomite
Boże Ciało
Parasite

Masz Ty nosa jak Akademia Filmowa! :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 14 stycznia 2020 15:00:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 19 listopada 2004 15:47:56
Posty: 11418
Generalnie preferuję kino bardzo rozrywkowe, ale kilka rzeczy obejrzałem też, że tak się wyrażę: wartościowych... i sporo powtórek w tym roku, ale ich nie uwzględniam w spisie...

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (tym już pisałem kiedyś)
Przypływ wiary - całkiem dobry film
Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia - jakoś to przeżyłem, ale straszne nudy
John Wick 3 - świetne nawiązania do Matrixa, po tej części stałem się fanem tej nawalanki
John Wick 2 - dobra część
John Wick - !!! :)
Bumblebee - można obejrzeć, lubię te nostalgie osiemndziesiona/dziewięćdziesiona
Odlotowa dziewczyna - zaległy fuilm.... już takich nie robią (ale może to i lepiej?)
Player One - ależ mnie wkręcił ten film... w ciągu dwóch dni obejrzałem dwa razy... dziwne, że jest tak niedoceniany...
Siedem sióstr - ciekawa, futurystyczna wizja przyszłości...
Hellboy (ten nowy z 2019) - podobno gniot, ale mnie zaintrygował
Whiplash - ambitne kino, musiałem to obejrzeć...
Pewnego razu w... Hollywood - już o tym pisałem... super film...
Jackie Brown - Tarantino, zaległy.... trzy podejścia, ale się udało...
Cztery Pokoje - przereklamowany, jakoś zniosłem niektóre pokoje...
Spider-Man: Daleko od domu - dobra zabawa
Kler - mocny film, ale przereklamowany i prze-ekskomunikowany... warto obejrzeć
Zabójcze maszyny - niestety słabo, niewykorzystany potencjał scenograficzny... historia mnie nie zaciekawiła...
Spider-Man Uniwersum - można obejrzeć, trochę dla fanów Spider-mana - ale nie do końca wiem - czy to dla starszych czy młodszych widzów
X-Men: Mroczna Phoenix - dało się obejrzeć, ale minusy bardzo przysłaniały ten obraz...
V jak Vendetta - ciekawy film, dwa podejścia...
Deadpool 2 - nic już nie pamiętam z fabuły...
Avengers: Koniec Gry -> świetny film, mam nadzieję, że kino superbohaterskie doczeka się Oscara...
Captain America: Pierwsze starcie - zaległy film, ciekawie się to oglądało
Krzyk 4 - zupełnie nic z niego nie kojarzę
Kapitan Marvel - no, film trochę zarobił, ale nie wiem czy słusznie. Trochę nudny, ale może zyskuje przy drugim obejrzeniu?
Pitbull. Ostatni pies - no, zaorany ten Pitbull
Aquaman - a to akurat dobry kawał kina rozrywkowego
Venom - trochę na siłę, ale udało się obejrzeć...
Johnny English: Nokaut - uwielbiam!!!
Kolekcjoner - ?
Gangi Nowego Jorku - zaskoczył mnie ten film i bardzo podobało mi się w nim... właściwie wszystko!
Pamiętnik księżniczki - co się zobaczy to się nie odzobaczy
Alita: Battle Angel -> świetny film, rewelacyjne efekty specjalne
Przełęcz ocalonych -? Gibson, który ma to coś!
Dzikość serca - nie poruszył zbyt mocno, ale cieszę się, że obejrzałem
Inland Empire - najtrudniejszy z filmów Lyncha, jaki miałem okazję oglądać... nie wiem ile lat próbowałem go obejrzeć, ale w końcu się udało...

_________________
Więc dokąd, dokąd ta wędrówka
Posmutniał król i zadął w róg
Przeciwnik straszy, pielgrzym idzie
A pyta zawsze Bóg


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 14 stycznia 2020 15:14:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 07 marca 2006 14:07:18
Posty: 688
Skąd: Marshes
Crazy pisze:
Boże Ciało - porywający film o najważniejszych rzeczach w życiu, jeden z najlepszych polskich i niepolskich ostatnich lat
Oczywiściem filmu nie widział i pewnie nie zobaczę, ale natrafiłem tu i ówdzie na srogi zarzut, że oto ani u bohaterów, ani u twórców nie widać choćby śladu refleksji na temat konsekwencji oczywistych profanacji sakramentów świętych. Jestże tak?

_________________
[.. :muuu .]


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 15 stycznia 2020 08:39:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19814
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Crazy pisze:
Tymczasem podobne dylematy wystąpiły już w kwietniu 2014 roku...


W styczniu 2020 ponownie obejrzałem sobie ów film. I ciągle nie wiem... * * * * 1/2, czy * * * * * ? :taaaaa:


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 02 października 2020 22:15:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 13 stycznia 2012 16:29:27
Posty: 5887
Skąd: Hôtel Lambert / Rafał Gan Ganowicz Appreciation Society
Crazy pisze:
Ikar. Legenda Mietka Kosza - kolejny świetny polski film, bardzo poruszająca historia, dużo świetnej muzyki a przede wszystkim opowieść o tym, jak ważna może być muzyka jako język, którym można się wyrażać (zwłaszcza gdy inaczej się nie umie).


Świetny film! Właśnie zobaczyliśmy. Wielkie dzięki za polecenie!!

PS. Ciekawy tekst o głównym bohaterze: https://hi-fi.com.pl/artyku%C5%82y/muzyka/sylwetki/1090-mieczyslaw-kosz-zycie-jest-dramatyczna-przygoda.html

_________________
Ceterum censeo Platformem delendam esse

Wszystkie prawdziwe ścieżki prowadzą przez Góry.

Zawsze mieć dojrzałe jagody do jedzenia i słoneczne miejsce pod sosną, żeby usiąść.


My gender pronoun is "His Majesty / Your Majesty".


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 02 stycznia 2021 22:19:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 23157
Z tegorocznego spisu filmowego może wynikać, że nie był to rok zbyt dobry. Nie aż tak wiele filmów w najwyższej kategorii, w tym brak takiego filmu roku, który by mnie podbił, jak ostatnio Interstellar czy Ślepnąc od świateł. Do tego sporo w kategorii rozczarowań i to mocnych.

A jednak jestem zadowolony - mimo nieczynnych kin przez połowę roku, udało się być te marne, ale jednak fajne 17 (chyba) razy w kinie;
mimo niezrozumiałej niemocy do oglądania filmów podczas wiosnennego lockdownu, na jesieni odkryłem wypożyczalnie DVD i pykło; mimo braku ewidentnego lidera dużo pozycji naprawdę znakomitych, w tym zarówno nowości, jak i nadróbki z lat różnych. Było dobrze!

A.
filmy na pięć gwiazdek:

Lighthouse - możliwe, że najlepszy film, jaki zobaczyłem w ostatnim roku, kino niezwykle intensywne, jednocześnie psychotyczno-oniryczne, jak i bergmanowsko kameralne i introwertyczne, fenomenalne wizualnie, fenomenalne aktorsko... może nie było tam historii, która by mnie jakoś wewnętrznie poruszyła, stąd wątpliwość, czy jednak film roku, ale bez wątpliwości, że pięć gwiazdek.

Małe kobietki - i to dwa razy widziane, na początek roku i na koniec, oba razy cudownie, choć tylko za pierwszym razem płakałem ;-) Pomijając wszystkie oczywiste walory aktorskie, kostiumowe, zdjęciowe, jestem pod wrażeniem, jak świetnie udało się dzięki zabiegom narracyjnym odświeżyć klasyczną historię. To oczywiście remake (i pewnie stąd wątpliwość, czy film roku - to tak jakby płytą roku miała być płyta z kowerami...), ale również bez wątpliwości, że pięć gwiazdek.

Kochankowie z księżyca (Moonrise Kingdom) - piękna nadróbka! Film, który pokazuje czym jest magia kina w rękach wizjonera, który lubi się bawić filmową materią.

Sala samobójców - a tak! Kupiłem sobie na imieniny we Wrocławiu, po powrocie obejrzeliśmy i uważam, że film w pełni zasługuje na najwyższą notę: uniwersalny, ponadczasowy (najwyraźniej, skoro mimo tak "gnającego" tematu się nie zestarzał) i bardzo, bardzo prawdziwy.

Upadek (Der Untergang) - trochę dawniejsza zaległość, ale ogromne wrażenie.

Z pewnym wahaniem nadal, ale niech będzie: po seansie napisałem, że pachnie pięcioma gwiazdkami, więc może? Młodość Paolo
Sorrentino - pamiętam, że oglądał się tak jakoś pięknie, ale w pamięci to mi najbardziej smutek pozostał z tego filmu...

Za to bez wahania do tej kategorii zaliczam obejrzany w tym roku Czarnobyl - kto wie, może to właśnie było najlepsze, co w tym
roku obejrzałem? Pierwsze trzy odcinki obejrzałem jeszcze w poprzednim, ale potem coś mnie odciągnęło i wróciłem od nowa. Zarówno
części obejrzane po raz drugi, jak i po raz pierwszy, to najwyższa klasa kina, mimo że telewizja.

Na koniec, dla kontrastu, coś znacznie krótszego; tylko 10 minut. A jednak Oscar i to zasłużony jak rzadko.
The Bear Story. Przejmujące do szpiku kości. Po to chyba istnieje
sztuka, żeby taki film mógł być.


Do pięciu gwiazdek jeszcze wrócimy przy powtórkach.


B.
cztery gwiazdki i więcej:

Na noże - super klasyczny kryminał w super nowoczesnej odsłonie; i pierwsze moje kino po otwarciu :D

Labirynt (Prisoners) - film robi ogromne wrażenie w kategorii thrillera i w ogóle jest świetny pod każdym względem, ale coś mnie
powstrzymuje przed najwyższą notą; może przy całej powadze tematu i niby-powadze opowieści czuję w tym kino rozrywkowe, czyli poważny sztafaż, ale tak naprawdę wiemy, że udajemy? No nie wiem. Oglądając Salę samobójców nie miałem wątpliwości, że to jest prawdziwa historia, w znaczeniu uniwersalnym oczywiście, nie biograficznym. Tak czy siak wzorcowy thriller, na pewno.

Locke - półtorej godziny w samochodzie, jeden aktor na ekranie, pełne napięcie i do końca wiemy, że to naprawdę o ważnych
rzeczach jest? Oczywiście swojego rodzaju jednowymiarowość była tu wkalkulowana, ale ho ho!

Lato - czyli rosyjski film o początkach muzyki niezależnej w ZSRR - świetne i jako świadectwo nieznanych czasów, i jako historia
osobista, i powiew lata, i muzyka bardzo interesująca.

Te powyżej to na pewno cztery gwiazdki z istotnymi ułamkami. A te poniżej - w większości filmy świeże - to tak bardziej cztery do
linijki i bez zachwytów, ale bardzo dobre:

Joker - gdyby nie przygnębił mnie tak bardzo ten film, mógłby mnie pewnie porwać, no ale sprawiedliwość oddać trzeba.

Pewnego razu w Hollywood - gdyby nie dłużyzny, to może bym i zalicytował wyżej, bo to chyba najfajniejszy Tarantino od lat. Ale
momentami przynudzało konkretnie i w całości nie chciałoby mi się drugi raz oglądać.

1917 - gdyby nie był taki przestetyzowany, mógłby być wstrząsający; ale bardzo dobry i tak jest.

Nić widmo - ten to dopiero przeestetyzowany ;-) Ale tutaj chyba o to chodziło. Jak to u tego reżysera, film zrobiony na nieco za
dużym przydechu, jednak bardzo interesujący, a Daniel Day Lewis czego by się nie tknął...

Sala samobójców. Hejter - pierwszą reakcję miałem wyraźnie na "nie", ale film mi z czasem dojrzewał i tłumaczył, dlaczego jest
taki dziwny... film o kameleonie, o osobie, której nie ma i być nie może, ale która uosabia pewien typ osobniczy... chciałbym go obejrzeć drugi raz, ciekawe, co by się stało z oceną wtedy.


W tej kategorii również serial, mianowicie Broadchurch, i to na pewno w wyższych stanach grupy B. Jak w przypadku Prisoners, czuję w tym rozrywkę i zabawę, a temat bolesny. Ale wciągnęło mnie na maksa i kostium pierwszorzędny, na czele z akcentem głównego
bohatera :D

I również tutaj damy coś z krótkiej formy: cały seans pt. Oscar Nominated Shorts 2020 - oczywiście było tam sporo filmików, niektóre słabsze, a kilka pewnie nadałoby się do kategorii A:
- Memorable - przepiękne malowidło o utracie pamięci
- Hors piste - prześmieszna historyjka o ratownikach górskich
- Maestro - ile można wycisnąć z niecałych dwóch minut!!!

Był też drugi, wcześniejszy film pt. Maestro, węgierski, z niesamowitą puentą: https://www.youtube.com/watch?v=X1h_Zd7VKwM.


C.
zadowolony jestem również - mniej lub bardziej - z obejrzenia:

Diego - podobał mi się mniej od Senny i Amy, ale bardzo ciekawe.
Wątpliwość - myślałem z fragmentów, że spodoba mi się bardziej, a kiedy w końcu obejrzałem w całości, to nabrałem nomen omen
wątpliwości... ale dobry zdecydowanie.

Skowronki na uwięzi - zdaje się, że powinienem dać cztery piętra wyżej, że arcydzieło i w ogóle, taki klasyk, w dodatku w kinie obejrzałem, ale jakoś zupełnie bez zaangażowania. Interesujące i tyle.
Sicario - no nie wiem... miało być BUM, a jakoś tak bez szału.
Memento - jak wyżej. Od 20 latach zabierałem się za to Memento, ale lekką pustką powiało. Główny bohater nie tylko bez pamięci, ale i
bez wyrazu (zresztą w Sicario ten sam problem).
Slow West - nic już nie pamiętam, ale pamietam, że oglądało się powolnie i westowo ;-) Dobre wrażenia zostały.
Pociąg do Darjeeling - zgrabne, ale jakby o niczym.
Bezdroża - jak wyżej.
Nowe przygody dzieci z Bullerbyn (mało nowe, bo z 1987, ale wcześniej nie widziałem) - wizualnie przepiękne, ale mało porywające w porównaniu do pierwszej części, która chyba na pięć gwiazdek, ale to nie ten rok

Do tej kategorii zmieszczą się też rzeczy z festiwalu Kino Dzieci oglądane z dziećmi albo własnymi, albo szkolnymi. Dobre seanse, ale
nic tym razem nie wskoczy do kategorii wyżej:
Cały świat Romy - poważna sprawa, o dziewczynce, która musi zmierzyć się z babcią, której narasta Alzheimer, a głównie ze swoją niegotowością do dźwignięcia tej sytuacji
Wszyscy za jednego - o dzieciach podczas II wojny na pograniczu norwesko-szwedzkim: trailer zapowiadał rzecz co najmniej świetną, ale niestety okazało się, że zebrał wszystko, co najlepsze
Lasse i Maja i tajemnica rabusia z pociągu - dzieciom się super podobało, mogło być ;-)
Jakub Mimmi i gadające psy - wizualnie pierwszorzędne, treściowo ciekawe i ogólnie polecam (na HBO ostatnio regularnie leci), nawet dorosłym.

edit: zdaje się, że gdzieś tu powinienem wrzucić Tenet - nie jestem szczególnie zadowolony z obejrzenia, bo mi się raczej nie podobał, ale sam seans był fajny, wakacyjne kino późną porą ;-)

D.
rozczarowania - dość bogato w tym roku. Są tu filmy, które wielu bardzo ceni.

Historia małżeńska - wyszedłem z kina. Wkurzony.
Tommaso - nie wyszedłem z kina, ale byłem blisko. Abel Ferrara coś chciał powiedzieć tym filmem, ale nie wiem, czy wiedział co.
Poznasz przystojnego bruneta - chyba najnudniejszy Allen, jakiego widziałem, a ja generalnie bardzo lubię późnego Allena
Ladykillers - nie wiem, czy dociągnąłem do pół godziny, bo strasznie mi się nie podobało.
Fantastyczna kobieta - czyli chilijski Oskar sprzed paru lat. Okropność.
Manifesto - czyli Cate Blanchett w kilkunastu rolach, niestety do większości nie dotarłem, bo zraził mnie okropny bełkot kilku pierwszych epizodów.
Wróg (Dennisa Villeneuve'a) - pretensjonalne, irytujące i kompletnie o niczym. Większość wyparłem, ale po seansie miałem gotową listę
argumentów, dlaczego ten film jest po prostu zły.
prawie na koniec... Co jest grane, Davis (Inside Llewyn Davis) - chyba największe rozczarowanie roku, bo dużo się spodziewałem po tym
filmie, a nie podobał mi się pod żadnym względem (nie, przepraszam, fajna postać kota, serio!). I oczywiście muzyka bardzo fajna i
wiem, że to ważne, bo to film o muzyce. Ale niestety pod względem filmowym nie podobało mi się całkowicie.

I zupełnie na koniec seans sylwestrowy z dziećmi, czyli powrót po latach do... Supermana! :D Co za spektakularne dno :D Blisko do nizin
osiągniętych przez A.I. Spielberga, chociaż obawiam się, że to może być wzorzec nie do pobicia przez kolejne pokolenia. Tenże
klasyczny Superman to brawurowe połączenie szokującego idiotyzmu fabuły, niewiarygodnie papierowych postaci i - co najbardziej
zdumiewające - ogromnej nudy! Yeah, a Sylwestra z dziećmi wporzo :D


Myślałem, że to koniec, ale miało być jeszcze o powtórkach.
Kilka po prostu bardzo dobrych/ dobrych/ w porządku, ale bez odkrycia niczego nowego: Bogowie, Hugo, Nowy początek, Wesele (Smarzowskiego), Epizod IX Gwiezdnych wojen - te dwa ostatnie w zeszłym roku dałem do kategorii C., i dziś by w niej pozostały, ale oba doceniłem bardziej.
A, no i trzeci sezon Sherlocka, wszystkie trzy filmy, żeby się upewnić, że niespecjalnie je lubię, przy czym wypadło powyżej oczekiwań.

Natomiast cztery powtórki wymagają wyróżnienia, bo to było cztery razy pięć gwiazdek:

Incepcja w kinie. Bomba!

Najlepszy w telewizji. Już po kinie wiedziałem, że to świetne, ale okazało się, że jeszcze świetniejsze i to lepsze od świetnych Bogów, może nawet znacznie lepsze.

Sherlock i upiorna panna młoda - nie wiem, czy ten szeroko krytykowany film nie jest aby moim ulubioną częścią Sherlocka!

i wreszcie...
Forrest Gump... cóż mogę powiedzieć. Przytoczę słowa z lipca:
Cytat:
Wczoraj wieczorem po powrocie z gór, po podróży pociągiem, zachciało mi się włączyć telewizor. A nuż na jakiś film fajny trafię? Kloss albo coś ;-)
Trafiłem - Forrest Gump okazał się strzałem w samą dziesiątkę. Włączyliśmy się w wietnamskiej dżungli, właśnie Forrest wyniósł porucznika Dana i zaczął szukać biednego Bubby, a potem dooglądaliśmy do końca, wzruszając się, śmiejąc i ciesząc. Do mnie ten film totalnie dociera na każdym poziomie, mówi o wszystkim, co najważniejsze i pokazuje to w takich jakby przypowiastkach, których jest kilkanaście czy kilkadziesiąt i z których niemal każda jest killerem. Dlatego nie byłem w stanie przestać oglądać! Teoretycznie to dobry film, żeby popatrzeć na fragment, a potem się wyłączyć, bo przecież będzie za chwilę o czym innym. Chcesz popatrzeć na Wietnam, spoko. Chcesz się pośmiać przy ping-pongu, proszę bardzo. O krewetkach? O bieganiu? Ale ja chcę je obejrzeć wszystkie na raz! Każdą z tych części uwielbiam, a może najlepszy jest przewijający się przez cały czas motyw odchodzącą i przychodzącą Jenny.



Dziękuję za uwagę!

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: ndz, 03 stycznia 2021 00:02:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pn, 30 sierpnia 2010 20:33:11
Posty: 1585
Skąd: Sulejówek
Krótkie podsumowanie z wybranymi filmami, które obejrzałem w 2020:

film roku:
Obchod na korze [Sklep przy głównej ulicy] (1965), reż. Ján Kadár / Elmar Klos

wyróżnienia:
Spalovač mrtvol [Palacz zwłok] (1969), reż. Juraj Herz
M [M - Morderca] (1931), reż. Fritz Lang
Le trou [Dziura] (1960), reż. Jacques Becker

najlepszy nowy film (dużej konkurencji nie było, bo współczesnych mało oglądam):
The Lighthouse (2019), reż. Robert Eggers

rozczarowania:
Vampyr (1932), reż. Carl Th. Dreyer
8½ (1963), reż. Federico Fellini
Niezwykła podróż Baltazara Kobera (1988), reż. Wojciech Jerzy Has

Edit. dla porządku wymienię też resztę:
Ludzki wymiar (2012)
Jan Zachwatowicz 1900-1983 (2000)
Jojo Rabbit (2019)
Сказка сказок [Bajka bajek] (1979)
Parowóz P7-47 (1949)
Niekochana (1965)
Rosemary's Baby (1968)
Bariera (1966)
Komeda, Komeda... (2012)
Kraksa (1963)
Lalka (1968)
Podróż na Księżyc (1902)
Męczeństwo Joanny d'Arc (1928)
Kraina miodu (2019)
Sól ziemi (2014)
Wieczór kuglarzy (1953)
Pociągi pod specjalnym nadzorem (1966)
Waleria i tydzień cudów (1970)
Wierna rzeka (1983)
Szyfry (1966)
Wstręt (1965)
Szymon Pustelnik (1965)
Dzień gniewu (1943)


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 13 stycznia 2021 08:18:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19814
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Crazy pisze:
Lighthouse
Emilian pisze:
The Lighthouse


Jakże ja Wam zazdroszczę, że obejrzeliście ten film w 2020 i dzięki temu nie macie problemu od czego zacząć układać zestawienia za ubiegły rok. Niestety ja obejrzałem go rzutem na taśmę jeszcze w 2019. Podobnie zresztą jak i to:
Crazy pisze:
Joker

i teraz nie za bardzo mam co wpisać na pozycji sztandarowego dzieła, z którym zmierzyłem się w zeszłym roku.

Tym bardziej, że za wielu nowości kinowych nie widziałem, ze zrozumiałych względów. Za to z tych samych względów zaliczyłem wiele powtórek sprzed wielu i bardzo wielu lat, a także nadrobiłem kilka karygodnych zaległości.

Jeżeli chodzi o powtórki, to w pewnym momencie zachciało mi się cofnąć do epoki VHSu (nie dosłownie oczywiście, ale do filmów które poznawałem za pośrednictwem tego medium), no i poszło to szeroką falą:

Lost Boys (1987) - uświadomiłem sobie dopiero po latach, że to właśnie w tym filmie PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU usłyszałem utwór The Doors, chociaż wcale nie grali go The Doors, tylko Echo and the Bunnymen, których też zresztą wtedy usłyszałem po raz pierwszy. Co prawda moja ówczesna świadomość nie odnotowała doniosłości owego faktu, bo nie miałem jeszcze wówczas pojęcia, ani kim są ci pierwsi, ani oczywiście nie wnikałem kto to gra i czyjego to autorstwa, ale to "People Are Strange" zwróciło moją uwagę i na tyle mi zapadło w pamięć, że kiedy kilka lat później słuchałem już całkiem świadomie "Strange Days" i dotarłem do "PAS", to zastanawiałem się skąd ja znam tę melodię.

phpBB [video]


Nightmare on Elm Street 1, 2, 3 (1984, 1985, 1987) - czyli zmierzenie się z moim największym koszmarem z dzieciństwa. Obejrzałem to ciurkiem, "nielegalnie" (tj. bez pozwolenia rodziców) na wideo u kolegi z bloku, będąc zdecydowanie za małym na takie filmy (tj. mając jakieś 10 lat) i wywarło to na mnie olbrzymie wrażenie. Do tego stopnia, że przez dwa miesiące bałem się zasnąć sam w pokoju (a jakże), a nawet jeździć samemu windą, czy nawet wyjść na korytarz. Wizja samotnego pozostania w mieszkaniu (co wcześniej było już całkiem normalne) wprawiała mnie w przerażenie. Rodzice nie wiedzieli co się ze mną dzieję, a ja oczywiście nie mogłem zakapować kolegów i przyznać się, że za wszystkie moje strachy odpowiedzialny jest Freddy. Musiałem więc jakoś sam uporać się z tematem, co mi się na szczęście udało i poskutkowało zamiłowaniem do horrorów. :lol: :lol: :lol:
Jednak już na zawsze poziom przerażenia, które wywołały we mnie te filmy, był dla mnie żelaznym wzorcem służącym do oceny czy inne horrory są straszne, czy nie bardzo. Dodam jeszcze, że żadnemu innemu filmowi nie udało się już nigdy tak mnie przerazić (najbliżej był chyba Blair Witch Project), a pomimo, że chociaż znacznie później oglądałem jeszcze pozostałe części cyklu, to do tych trzech pierwszych wróciłem pierwszy raz od ponad 30 lat. :sofa:

I co się okazało? Że na widok Fredka poczułem się tak, jakbym spotkał dawno nie widzianego wujaszka. Co więcej, dopiero teraz zauważyłem, że z niego był strasznie dowcipny gość. Co prawda poczucie humoru miał nieco zwichrowane, ale oddać mu należy że żartować lubi dużo i często. :D

Obrazek

Predator 1 i 2 (1987, 1990) - klasyka! "If it bleeds, we can kill it.", "Get to the chopper!" - co tu dużo gadać. Dużo wystrzelonej amunicji, dużo naprężonych bicepsów i dwaj martwi Łowcy. Idąc za ciosem obejrzałem jeszcze Predators (2011) z Adrienem Brody w roli głównej, który to film okazał się zaskakująco satysfakcjonujący, a także Alien versus Predator (2004), który okazał się niesamowitym kasztanem (przy czym tu już zaskoczenia nie było).

Obrazek

Skoro jednak powiedziało się A i dotknęło zagadnienia ksenomorfów, to trzeba było powiedzieć też B, C, D i E i tak poleciały Alien (1979), Aliens (1986 - ale w wydłużonej wersji reżyserskiej), Alien 3 (1992) i oczywiście Alien: Resurrection (1997). I chociaż znam te filmy na pamięć, widziałem je niezliczona ilość razy, to i przy tej okazji odkryłem coś nowego. Mianowicie dotarło do mnie, że zmarły cztery lata temu Bill Paxton, zanim naprawdę przeniósł się do Krainy Wiecznych Łowów był jedynym gościem na świecie, którego zabił najpierw terminator, potem ksenomorf, a na końcu predator. To się nazywa bogate CV!
Obrazek

Do takich znaczących powrotów zaliczyć należy jeszcze Taxi Driver (1976), który uświadomił mi, że gdybym miał aparacik do przenoszenia się w czasie i przestrzeni, to chciałbym odwiedzić Nowy Jork lat 70-tych, a ponadto wywołał u mnie przemożne pragnienie posiadania oliwkowej kurtki M-65, którą od tej pory poszukuje w moim rozmiarze i nienagannym stanie.

Jednak powtórką (albo i nadrobieniem zaległości - zależy jak na to spojrzeć) roku, był domowy seans Apocalypse Now Redux (2001). Wersję podstawową widziałem wiele razy, ale ostatni raz oglądałem ją jeszcze w latach 90-tych. Kiedy w 2001 pojawiła się wersja rozszerzona obiecałem sobie gorąco, że muszę ją obejrzeć...
No ale jakoś się nie złożyło przez prawie 20 lat. :oops:
Aż do teraz. Film totalny. Każda znana scena to jak spotkanie z starym dobrym znajomym, a każda nowa to jak rozpakowywanie prezentu pod choinką. Owszem, czasem trafi się krawat w renifery, ale przeważnie są tam same zaskakujące niespodzianki. Obiecałem sobie, że muszę się jeszcze zmierzyć z wersją Final Cut. Mam nadzieję, że zajmie mi to mniej niż 20 lat.

Obrazek

A skoro już weszliśmy w obszar odrabiania zaległości to z epoki VHSu też nagromadziło się trochę zaniedbań:

Hellriser 1, 2 (1987, 1988) - no coż... są takie filmy, których gdy nie zobaczy się we właściwym czasie i w odpowiednim wieku, to nie ma już sensu po nie sięgać. I to jest właśnie taki przypadek.
Ani to straszne, ani śmieszne, tylko drętwe do bólu.

Braindead (1992) - a tu przykład z innej mańki - czyli jak nakręcić obrzydliwy horror w taki sposób, żeby ludzie pękali na nim ze śmiechu. Masterpis! :D I co tu dużo ukryć, patrząc na każda scenę człowiek zadaje sobie pytanie "I zrobił to ten sam gość, który niecałą dekadę później nakręci ekranizacje Tolkiena? Nie może to być!" :D

Obrazek

Drabina Jakubowa (1990) - słyszałem o tym filmie od lat. Jego tytuł przewijał mi się to tu, to tam, ale jakoś nigdy na niego nie trafiłem. Nie wiedziałem nawet jaki to gatunek. Aż niedawno przeglądając zestawienie najlepszych horrorów ułożone przez jakiegoś blogera, znowu nadziałem się na ten tytuł. "A więc to jest horror!" zakrzyknąłem w głowie i już następnego dnia szykowałem się do seansu. No i powiem, ze mocno rąbnął mnie ten film. Bo horrorem to on jednak nie jest (chociaż sa w nim takie elementy, które można by przypisać do tego gatunku). Za to płaszczyzn interpretacyjnych daje całkiem sporo i silnie wgryza się w czachę. No i po Taksówkarzu, to kolejny film, który kazał mi zintensyfikować wysiłki w poszukiwaniach oliwkowej M65.

Obrazek

Ale jednak na tytuł "Największa Nadrobiona Zaległość w roku 2020" zasłużyło Spirited Away (2001). Chociaż właściwie nawet nie "nadrobiona zaległość" tylko odkrycie (bo nigdy nie miałem tego na liście "do obejrzenia") i nie tylko "Spirited Away", ale w ogóle animacje Hayao Miyazaki'ego.
Bo to było tak: z mangami to mi w ogóle nie za bardzo było po drodze i mój kontakt z nim ograniczał się dotychczas do "Załogi G", przygód Gigiego Sullivana i Yattamanów, którzy byli tak porąbani, że aż fascynujący. Poza tym fenomenu japońskich animacji nie rozumiałem, nie mogłem się przekonać do ich estetyki, a i ich tematyka raczej mnie nie jarała.
Ale tego lata, kiedy Antek był na obozie harcerskim, Franek zażyczył sobie, żebyśmy obejrzeli jakiś film, ale animowany. Ponieważ chyba wszystkie produkcje Disneya, Pixara i DreamWorks warte zobaczenia mieliśmy już przerobione, zaczęliśmy szukać czegoś innego na Netflixie. I okazało się, że rzucili tam wtedy wielką paczkę mang. Jak się później okazało, wszystkie były autorstwa Miyazaki'ego.
Ponieważ temat był mi całkowicie obcy, zacząłem sprawdzać oceny tych filmów na Filmwebie, i jak zobaczyłem notę dla "Spirited Away", to pomyślałem, że albo to jest pomyłka, albo zaszalała tam jakaś nastoletnia nadreprezentacja fanów j-pop i mang. Stwierdziłem jednak, że co nam szkodzi - można spóróbować. No i włączyłem Frankowi ten film, zakłądając, że po kwadransie dyskretnie wymknę się z pokoju i pójdę sobie poczytać do drugiego. Ale nie wymknąłem się po kwadransie. Ani nawet po dwóch. Obejrzeliśy razem cały film do Końca. Franek był zachwycony. I ja też. Przede wszystkim wizją tego magicznego świata. Do tego stopnia nam się spodobał, że w następnych dniach obejrzeliśmy jeszcze Mój sąsiad Totoro (1988), Księżniczka Mononoke (1997), Podniebna poczta Kiki (1989) i Ruchomy zamek Hauru (2004).
A potem, kiedy Antek wrócił z obozu, oglądaliśmy wszystko od nowa, bo Franek uznał, że Antek nei może przegapić tych filmów.
I ja tez znowu łypałem na nie okiem, bo chociaż miałem świadomość, ze nie znając ni w ząb japońskiej mitologii, ichniejszych wierzeń i obyczajów, nie wyłapuję nawet 1/3 zawartej tam symboliki i znaczeń, to i tak mi sie podobało.

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group