Ultima Thule

Forum fanów Armii i 2TM2,3
Dzisiaj jest ndz, 21 lipca 2019 07:52:28

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 100 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7
Autor Wiadomość
PostWysłany: pt, 19 maja 2017 18:16:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25569
Płyta wydana w 1997, remix i master 1996. W mp3 sprawdzałem różne wersje i do każdej miałem zastrzeżenia, choć z drugiej strony każda mi się podobała :) .

_________________
Herbaaaaty, herbaaaaaty!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 19 maja 2017 20:05:33 

Rejestracja:
pt, 21 lutego 2014 13:59:08
Posty: 11
Wersja z 1997 jest zbyt podkręcona, ja wolę oryginalny mix Bowiego. Ale mam obie wersje. P.S. Posiada może ktoś biografię Popa Trynki na eboka


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 20 maja 2017 01:08:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19299
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Jak mam wersję z 1989 to jaki to jest mix?


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: wt, 23 maja 2017 09:16:06 

Rejestracja:
pt, 21 lutego 2014 13:59:08
Posty: 11
zapewne oryginalny Bowiego i Popa. Wczoraj posłuchałem wersji z 1997 i też jest ok :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 08 maja 2019 12:14:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19299
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
Dla porządku wspomnę, że obejrzałem ostatnio dokument o The Stooges.

Obrazek

Mija kolejny dzień od tego czasu, a ja wciąż pozostaję pod ogromnym wrażeniem. Wciąż nie wiem jak doszło do tego, że reżyser klasy Jarmusha, o takim wściekłym i nieobliczalnym zespole jak The Stooges mógł zrobić tak nudny, zachowawczy i bezpłciowy film. Jest to tak nijakie, że aż fascynujące.

Chyba więcej, dowiedziałem się o zespole, o tym co to były za ancymonki i o otoczce która im towarzyszyła, z artykułu Marty Szelichowskiej, który przeczytałem lata temu w Tylko Rocku. Z całą pewnością ten artykuł był bardziej elektryzujący i mocniej zachęcał do poszukiwania płyt Głupoli, niż jest to w stanie zrobić ten film.

Szkoda.

PS: A! Wiecie, ze taśmy matki "Zombie Birdhouse" się odnalazły? Reedycja (pierwsza oficjalna od 1982 roku) już niebawem. I w dodatku macza w tym palce moja koleżanka z podwórka. :D


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: śr, 08 maja 2019 15:53:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25569
Moim zdaniem Jarmusch chciał i musiał tak zrobić.

Chciał, bo legendę złych Stooges zna każdy człowiek interesujący się rock'n'rollem, a tu we filmie wjeżdża zaplecze intelektualne, którego nie każdy się spodziewał. Myślę, że jest zrobione z premedytacją. I mam poczucie, że właśnie dowiedziałem się mnóstwa rzeczy! Artykuły Szelichowskiej były bardzo fajne, ale jednak...
A musiał, bo ma taki styl - chyba o każdym jego filmie można powiedzieć, że jest nudny. Natomiast każdy ma też specyficzny nastrój, jakiś klimat, aurę - i tego w Gimme Danger nie brakuje. W moim przypadku swoje mógł też zrobić seans w kinie. Wspominam to zresztą jako zajebistą przyjemność.

Tak że pełna niezgoda!

_________________
Herbaaaaty, herbaaaaaty!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: czw, 09 maja 2019 15:37:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
wt, 09 listopada 2004 21:37:55
Posty: 21656
Stwierdzam, że:
a) po obejrzeniu kilka lat temu tego filmu nie zrobiłem żadnego wpisu na forum, a to podejrzane
b) na dzień dzisiejszy nie pamiętam zupełnie nic z tego filmu

tak więc, choć nie mam złych wspomnień, chyba lokuję się nieco bliżej Peta...

_________________
ćrąży we mnie zła krew


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 maja 2019 11:45:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
pt, 28 stycznia 2005 14:46:47
Posty: 19299
Skąd: Autonomiczne Księstwo Służew Nad Dolinką
antiwitek pisze:
Chciał, bo legendę złych Stooges zna każdy człowiek interesujący się rock'n'rollem,


Założenie jest bez sensu moim skromnym zdaniem. Pomijając już fakt, że ludzi interesujących się obecnie r'n'r została już garstka (w porównaniu z liczbą sprzed, dajmy na to, ćwierćwiecza), to w dodatku oni akurat niczego nowego z tego filmu się nie dowiedzą. Bo już nawet o tej perkusji w sypialni rodziców już wcześniej była mowa i żadna to rewelacja. W dodatku sypane są tam takie informacje, które dla ludzi zainteresowanych tematem są oczywiste (np. to, jakie zespoły inspirowały się Stooges - i pojechanie po kapelach z lat 70-tych, tak jakby żadnych współczesnych już nie było). Jeśli już dla kogoś ten film mógłby mieć wartość, to właśnie dla ludzi NIEzainteresowanych rock'n'rollem. Ale jeśli tak, to takie jednostki, po obejrzeniu tego filmu w tym niezainteresowaniu się co najwyżej utwierdzą. Bo przypomnę, że dostaną obrazek kilku dziadziusiów, wspominających (nie zbyt interesująco za to z rozrzewnieniem) swoje dni chwały.

antiwitek pisze:
tu we filmie wjeżdża zaplecze intelektualne


Że co przepraszam wjeżdża? :shock:

Niby gdzie to zaplecze, bo go nie zauważyłem. No chyba, że chodzi o to, ze Iggy przyznaje, ze inspirował się klaunem z programu dla dzieci. ZERO słowa o tekstach (geneza, inspiracje, etc), ZERO o inspiracjach muzycznych pozostałych członków zespołu (bo Iggy coś tam napomyka o blusmenach), ZERO o tym czemu Ron występował obwieszony Krzyżami Żelaznymi, swastykami, a nawet w kompletnych mundurach SS (bo jedno zdanie o tym, że interesowali się z ojcem kolekcjonowaniem pamiątek z II W.Św., to jakby trochę nie wyczerpuje tematu).

antiwitek pisze:
A musiał, bo ma taki styl - chyba o każdym jego filmie można powiedzieć, że jest nudny. Natomiast każdy ma też specyficzny nastrój, jakiś klimat, aurę - i tego w Gimme Danger nie brakuje


I znowu: ŻE CO? :shock:
Styl Jarmusha za jaki go zawsze ceniłem i uwielbiałem jest taki, że chociaż w jego filmach akcji bywa jak na lekarstwo, to i tak człowiek siedzi jak przykuty przed ekranem chłonąc każde słowo i każdy gest, bo ten gość jest mistrzem dialogu i budowania elektrycznego napięcia pomiędzy postaciami na ekranie. Ba! W miniaturce "Renée" potrafił zbudować napięcie i zarzucić na widza haczyk nawet BEZ dialogu i to tylko jedną postacią.
Przecież jeden z moich największych zarzutów pod adresem tego filmu jest taki, że tego Jarmusha, to tylko na początku widać (kiedy się pojawia na ekranie), a potem w napisach końcowych... i nigdzie indziej. To już Gucwińscy potrafili bardziej pasjonująco snuć swoje opowieści, że o Tonym Haliku nie wspomnę. Sposób w jaki wypowiadają się postaci w filmie to nie jest jarmushowa "nuda", to jest zwykła, szara nuda.

I żeby nie było, że ja tak tylko niekonstruktywnie narzekam, to bardzo chętnie napisze czego mi jeszcze w tym filmie zabrakło, poza rzeczami wspomnianymi powyżej:

Przede wszystkim szerszego nakreślenia kontekstu czasowego i kulturowego, w którym zespół zaczynał swoją działalność. W filmie jest pokazany fragment archiwalnego wywiadu z Iggym, w którym tenże stwierdza, że "zabił lata 60-te". Owszem! To prawda. On je nie tylko zabił, ale wręcz zmasakrował i w dodatku sprofanował zwłoki. I ja to doskonale rozumiem. Tylko ciekawy jestem czy dzisiejszy 25-cio latek też rozumie o co Iggy'emu chodziło, bo przypuszczam, ze wątpię. Z tego wynika kolejny problem. W zasadzie z filmu nie dowiadujemy się, dlaczego Stooges było zespołem wielkim. Bo co? Bo Iggy wstawił perksuję do sypialni w przyczepie? Bo grał na odkurzaczu? Bo kupił sobie obrożę i ganiał z gołą klatą? Czy może dlatego, że ich kawałki grały 40 lat temu jakiś inne zespoły, o których teraz też już mało kto pamięta (bo powiedzmy sobie szczrze: Damnedzi, Dead Boys i Dictators mają w drugiej dekadzie XXI wieku raczej mało zabójczą rozpoznawalność).

Poza tym nie rozumiem czemu zdecydowano się pokazać w filmie tylko członków zespołu i ich najbliższych współpracowników, bądź członków rodziny. To potęguje wrażenie, że zespół był w zasadzie jakimś niszowym projektem, o którym obecnie pamięta już mało kto. Dlaczego nie zdecydowano się poszukać i porozmawiać z ludźmi, którzy mieli okazję być na ich koncertach w latach 60-tych i 70-tych? Dać im powiedzieć jak to wyglądało z ich strony, co czuli, lub co myśleli, gdy patrzyli jak Iggy turlał się po szkle. W filmie Stoogesi skarżą się kilkukrotnie (prawie ze łzami w oczach), że publiczność podczas koncertów ich obrażała, wyzywała i była wobec nich wrogo nastawiona. Zdumiewające! Ciekawe czegóż to publiczność mogła chcieć od Iggiego pokazującego wszystkim na lewo i prawo środkowy palec i machającego fujarą na scenie, bądź od Rona ubranego, jakby się urwał z jakiejś monachijskiej piwiarni. Może gdyby im oddać głos, to byśmy się dowiedzieli.

No i ostatecznie zabrakło mi mocniejszego uwypuklenia tego kulturowego impaktu, który Stoogesi wywarli na współczesnych i potomnych. Czemu nie dano głosu muzykom, którzy postanowili założyć zespół po zobaczeniu koncertu Stooges, albo po usłyszeniu "Raw Power" myślę, że znalazło by się trochę takich. I to nie tylko tych starszych (z Dawidem Bowie na czele), ale także tych młodszych i mniej oczywistych. Kurcze blade! Przecież nawet sam Jarmush mógłby stanąć na chwilę po drugiej stronie kamery i powiedzieć dlaczego dla niego samego jest to tak ważny zespół, że zdecydował się nakręcić o nim film.

Tak naprawdę jedyną ciekawą rzeczą, którą dowiedziałem się z filmu, były okoliczności reaktywowania zespołu w 2003, gdzie Iggy wprost mówi, że pchnęła go do tego niemoc twórcza i kompletny brak pomysłów na nowy album. O tym, że nie był to stan krótkotrwały, świadczą niestety kolejne solowe albumy, a i samo "The Weirdness" mówiąc delikatnie dupy nie urywa. Zgody nie ma jedynie co do tego czy "Ready to Die" jest albumem "nieco lepszym" od poprzednika, czy tylko "nie aż tak złym" jak tamten. I może tu należy upatrywać genezy powstania tego filmu - jest to po prostu trzecia próba zarobienia na marce "The Stooges". Od siebie dodam, ze równie nieudana co dwie poprzednie, co jako wieloletniego fana bardzo mnie martwi.

Tak, że pełna niezgoda, na Twoją niezgodę.

EDIT: Poszperałem trochę i znalazłem wywiad z Jarmushem na temat tego filmu, w którym mówi on tak:

Cytat:
Nasz film nie usatysfakcjonuje miłośników eksperymentów, którzy oczekiwali, że wymyślimy jakąś nową, rewolucyjną formę. Nie zadowoli też tych, którzy lubią typowo konwencję „amerykańscy mistrzowie”. Oczywiście zastanawiałem się, czy formuły nie rozszerzyć. I nie poprosić o wypowiedzi kilku ważnych osób, choćby producenta Johna Cale’a albo Davida Bowiego. Ale zdecydowałem, że nie. Pomyślałem: pozostańmy przy rodzinnym gronie. Bo chciałem opowiedzieć o The Stooges jak o rodzinie.


OK. Czyli takie było przemyślane założenie.

Fajnie.

Rozumiem.

Z tym, że ja tego kompletnie nie kupuję. Z prostej przyczyny - The Stooges nie stali się ikoną rock'n'rolla dlatego, że byli zespołem "rodzinnym" (zresztą z tą ich rodzinnością, to też różnie bywało w latach 70-tych), dlatego robienie z tego aspektu głównej osi ich funkcjonowania i przyczyny, która sprawiła, że stali się legendą rocka, jest moim zdaniem pomysłem całkowicie chybionym.


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: pt, 10 maja 2019 15:37:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
śr, 10 listopada 2004 14:59:39
Posty: 25569
A dla mnie właśnie to jest super! Osobiście przeważnie nie znoszę tych filmów, gdzie różni znani goście opowiadają jaki ktoś był zajebisty i dlaczego. Może dlatego mi ten film przypasował, bo tego w nim rzeczywiście nie ma. I tak jak o tym myślę, to zapadły mi w pamięć postacie - sam Iggy, ze swoimi opowieściami, pozostali muzycy, których tam jest jednak znacznie mniej, ale też siostra Ashetonów. Osoby. No i nie wiem, dla mnie one wystarczały, nie potrzebowałem dodatkowego budowania napięcia. A historia z clownem dla mnie doskonała i bardzo zabawna. Co do zaplecza intelektualnego... No, ja odebrałem to tak, że Jarmusch celowo nie zrobił filmu o tym, jak to grzali i rozrabiali, tylko skąd wzięli ten swój styl. Na przykład zaskoczył mnie wątek awangardowych inspiracji i poszukiwań. Albo zapuszczania się w regiony "muzyki czarnej". Chciał pokazać jakąś ich myśl, to co mieli z tyłu głowy - ale nie zestaw lektur czy filmów - i dla mnie to było ciekawe. Do tego jeszcze miałem wrażenie, że zobaczyłem kawałek Ameryki, którego nie znałem wcześniej. Szczegółów nie pamiętam, bo minęło parę lat, ale pamiętam, że myślałem sobie coś w rodzaju "hoho, no proszę, w sumie tak" :) .

_________________
Herbaaaaty, herbaaaaaty!


Na górę
 Wyświetl profil
PostWysłany: sob, 11 maja 2019 15:20:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja:
ndz, 20 stycznia 2008 13:09:14
Posty: 3794
Ciekawy tekst o "Fun House". Pojawia się (pod koniec) też wątek związany z filmem i inna jego krytyka.

_________________
gdzie znalazłeś takie fayne buty i taką fayną głowę?


Na górę
 Wyświetl profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 100 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7

Strefa czasowa UTC+1godz.



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group